poniedziałek, 25 października 2010

Odejście Castellaniego...

Wszyscy dziś trąbią od południa, że nie mamy już selekcjonera. Czy to dobrze, czy źle ciężko ocenić. Co jednak mnie najbardziej uderzyło to forma rozstania, aż dziw mnie bierze, że nikt nie potępia tego sposobu rozstania.

Dla tych co nie są w temacie przypomnę, że Argentyńczyk dostał smsa od prezesa informującego go o tym iż nie jest już mile widziany u nas i ma się szykować do negocjacji finansowych związanych z zerwaniem umowy. Jak można w tak poważnej sprawie informować się smsami o zakończeniu umowy? Czytałem, że Castellani nie odbierał telefonu z powodu różnicy czasu, ale czy to powód żeby wysyłać smsa i oficjalnie ogłaszać rozstanie z selekcjonerem całemu światu? Kultura wymagałaby aby najpierw o wszystkim dowiedział się sam zainteresowany i to raczej nie w formie wiadomości tekstowej. Nie dało się wyznaczyć konferencji prasowej na dziś wieczór lub na jutro i najpierw poinformować Castellaniego? Dla mnie to brak szacunku do trenera, który jakby nie było dokonał małego cudu jakim był złoty medal ME w 2009 roku.

Sam fakt rozstania nie jest jakimś wielkim zaskoczeniem. Nie od dziś wiadomo, że na kształt polskiej siatkówki duży wpływ mają sponsorzy (patrz zmiana systemu rozgrywek). Polsat po MŚ zorganizował wręcz krucjatę przeciwko Castellaniemu, Polkomtel też był mu nieprzychylny. Grupa zwolenników trenera to w zasadzie mała grupa działaczy (której przewodził Piechocki) oraz zawodnicy reprezentacji. PZPS również wydawał się nieprzychylny selekcjonerowi. Co jakiś czas wypuszczano w świat nowe rewelacje, aby wysondować reakcje otoczenia na  plany związku. Nie było wielkiego sprzeciwu więc plan wprowadzono w życie. Przez ostatnie dni przeprowadzono wzorcową szopkę (składanie raportu, planu naprawczego) aby dziś zakończyć argentyński rozdział naszej reprezentacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz